O pożytku z sosny jesienią i zimą

Sosny chyba każdy odróżni od innych drzew.
Sosny zwyczajne rosną wszędzie, sosny czarne umacniają lasy na wydmach, sosny wejmutki rosną sobie pojedynczo w różnych miejscach, kosodrzewina rośnie nie tylko w wysokich górach, ale też umacnia skarpy i wydmy. Wszystkie rosną i u nas na osiedlu i w okolicach.

Każdy chyba pamięta apteczny syrop sosnowy „Pini” na różne gardłowe przypadłości. Ktoś pamięta smarowidła terpentynowe i chyba każdy lubi aromat świeżych sosnowych gałązek.

Nie ma konieczności chodzenia do apteki, jeśli się chce skorzystać z cennych własności zdrowotnych sosen.
Na przykład, teraz, zimą, igły sosnowe zawierają dużo witaminy C, znacznie więcej, niż na wiosnę. Ona jest odporna nawet na gotowanie, ponieważ jest połączona z garbnikami.

Co to oznacza w praktyce?

Można pójść na jakąś porębę, wziąć kilka iglastych gałązek, mogą być z zamkniętymi szyszkami i przynieść do kuchni. Gałązki wystarczy posiekać, wrzucić do starego garnka (będzie nieco upaprany żywicą), zalać wodą lub mlekiem z odrobiną masła i pogotować kilkanascie minut. Od razu się rozejdzie aromat sosnowy, a uzyskany wywar, po ewentualnym dosłodzeniu miodem lub dobrym sokiem jest nie tylko smaczny, ale i zdrowy.

Nawet dzieci zwykle zgadzają się to pić bez przemocy. Przy okazji, inhalacja pomoże zakatarzonym właścicielom zawalonych zatok. Przełykany napój przedezynfekuje gardło i wygładzi „papier ścierny”. Jeśli gałązek weźmie się więcej, to 1-2 litry wywaru wlanego do wanny pomoże nie tylko na objawy przeziębienia, ale i na wiele problemów stawowych.

Można sobie zrobić aromatyczne kropelki do zakatarzonego nosa: trzeba dobrze rozdrobnić i rozetrzeć sporą garść świeżych zielonych igieł sosnowych, całość szybko umieścić to w słoiczku, zwilżyć spirytusem, szczelnie zakręcić i zostawić na kilkanaście minut. Widać będzie wyraźnie, że igiełki zmiękną. Spirytus nam zdezynfekuje surowiec i nadgryzie żywice, żeby wszystko się nam potem lepiej rozpuszczało. Jednak, jeśli z różnych powodów dodatek spirytusu nie jest wskazany, to nie ma co się przy tym upierać. Potem wlać trochę jakiegoś porządnego oleju, takiego, który nie jełczeje, na przykład słonecznikowego, tak, by się wszystko utopiło i szczelnie zakręcić. Taki słoik można wstawić albo do piekarnika z ustawioną temperaturą ok 90oC lub wstawić do garnka z gotującą się wodą na przynajmniej pół godziny – tak, jakby się miało zapasteryzować ten słoik. Potem można taki słoik albo zostawić na wszelki wypadek w przyszłości, albo zacząć używać po oddzieleniu fusów.

Ja to zwykle robię tak: solidnie wymytą i wysuszoną buteleczkę, wstawiam do jakiegoś metalowego kubka, żeby zapobiegnąć ewentualnemu wywróceniu się. Do butelki wstawiam lejek, do lejka małe sitko i na takie sitko wysypuję fusy z olejem. Olej zaraz sobie ścieknie do buteleczki, a najbardziej esencjonalne resztki można wycisnąć z fusów na przykład wyciskaczem do czosnku lub praską do ziemniaków, jeśli tego jest więcej.

Można taki aromatyczny olej albo użyć jako smarowidło na zatoki lub stawy albo po kropelce wkraplać do dziurek nosa. Podobnie można zrobić kropelki z wielu aromatycznych roślin: szałwii, lawendy, oregano, mięty, melisy – co fantazja podpowie.
Takie wyciągi będą nie tylko lecznicze, ale i bardzo smaczne, na przykład, jako dodatek do sałatek czy sosów.

W sumie nie ma co się nawet upierać, by to były gałązki sosny – to mogą też być gałązki świerku, jodły czy daglezji, byle to nie była jakaś pstrokata czy karłowata odmiana, no, i, by drzewo rosło w lesie, a nie na plantacji choinek odchwaszczanych RoundUp-em.

Cis się do tego nie nadaje, ma zupełnie inny skład, w zasadzie, za wyjątkiem czerwonych owocków jest trujący. To znaczy, ma zastosowanie w wielkiej farmacji, ale nie naszej, kuchennej.

Niedojrzałe szyszki sosny zimą są czarne, twarde i jeszcze zamknięte. Takie szyszki też warto stosować podobnie jak igły, ale one mają też i inne zastosowania.
Rosjanie podają, że Amerykanie stwierdzili, że garbniki z zamkniętych szyszek sosny chronią komórki nerwowe w mózgu przed skutkami urazów. O co tu chodzi?
Stwierdzono, że w przypadku udarów, wylewów, wstrząśnięcia mózgu, często zachodzi taka sytuacja, że niby już wszystko powinno być dobrze, krew dopływa, ale komórki nerwowe ciągle jeszcze giną, zabijane przez rozpędzone enzymy komórek glejowych „sprzątających” nie tylko uszkodzone komórki. Garbniki z szyszek sosnowych blokowały aktywność tego enzymu i pozwalały poszkodowanej osobie szybciej wrócić do zdrowia (o ile to było możliwe).
Do tego celu można zrobić szyszkowy kompot lub szyszkową nalewkę na spirytusie 70%. Takiej nalewki wystarczy łyżeczka wlana do szklanki herbaty raz dziennie, po posiłku. A przynajmniej pomoże rozprawić się z grypą lub modnym obecnie koronawirusem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: