Coś na wzmocnienie i odbudowę

Co rozumiemy pod pojęciem wzmocnienia organizmu? Na pewno poprawę ukrwienia wszystkich organów, pobudzenie krążenia krwi i limfy, co nam da lepsze odżywienie komórek oraz usunięcie wszelkich śmieci i odpadów przemiany materii. Poza tym ważna jest strona psychiczna: poprawa nastroju i poziomu energii do życia. Odtrucie organizmu ma prawo poprawić stan psychiczny człowieka mającego zamiar wyzdrowieć.

Zioła nie zastąpią rozsądnego pożywienia, ale pobudzą i układ hormonalny do pracy, ułatwią trawienie i obudzą mechanizmy obrony i regeneracji organizmu. Niektórzy mówią wręcz o działaniu na poziomie informacyjnym, sygnalizacyjnym. No, bo co powoduje, że zioła działają? Czy tylko dawka terapeutyczna jakiegoś składnika? Patrząc na mieszanki komponowane na zasadzie „a to się może przydać”, to nawet tej dawki terapeutycznej nie można się doszukać, a jednak mieszanka działa.

Znów z książki Olega Barnaułowa Fitoterapia w kobiecej bezpłodności:

Dla osoby cierpiącej na chroniczne zmęczenie, ciągle zmarzniętej, bez apetytu:

  • korzeń selera 20g
  • ziele lubczyka 20
  • liście laurowe 10
  • kłącze kurkumy 20
  • kłącze imbiru 20
  • kłącze alpinii galganta 10
  • owoce kardamonu 10
  • cynamon 10
  • goździki 20
  • gałka muszkatołowa 20
  • anyż gwiazdkowy 20
  • ziarno biedrzeńca anyżu 30
  • szyszkojagody jałowca 10

Wszystko zmieszać i drobno zmielić

2-3 łyżeczki mieszanki zalać pół litrem zimnej wody na przynajmniej godzinę, potem zagotować i wlać z fusami do termosu. Pić rano, po 100ml przed posiłkiem, można na jego bazie robić grzańce na winie, można dodawać do kompotów. Kreatywność jest zalecana – w końcu to są środki spożywcze. Chyba największy niedowiarek po wypiciu szklaneczki takiego grzańca poczuje, że coś się dzieje z temperaturą jego ciała.

Co tu robią te wszystkie przyprawy? One będą pobudzać regenerację błon w jelitach, poza tym między innymi poprawią krążenie krwi i limfy. Większość składników tej mieszanki zawiera olejki eteryczne, znane ze swoich własności bakteriobójczych – to jest udowodnione naukowo. Olejki w zasadzie wirusów teoretycznie nie ubiją, ale przeciwwirusowo zadziałają, pobudzając właśnie krążenie i aktywizując układ odpornościowy.

Co to oznacza? Lepsze ukrwienie i odżywienie tkanek, usunięcie zastostojów i obrzęków, lepsze usuwanie produktów przemiany materii i różnych odpadów, na przykład rozłożonych resztek martwych komórek i lepszy dostęp komórek układu odpornościowego do zagrożonych miejsc, a na koniec, szybsza regeneracja.

Twierdzi się, że 3/4 reakcji odpornościowych organizmu jest sterowanych z poziomu jelit.

Poza tym, wiadomo, że przyprawy, a szczególnie olejki eteryczne działają bezpośrednio na układ nerwowy, na przykład jako regulatory nastroju. To szczególnie jest wykorzystywane w różnych formach aromaterapii, poza tym, jak wiadomo od stuleci, od „żołądka do serca”. Absolutnie nie należy lekceważyć strony psychicznej każdej kuracji. Naukowo udowodniono działanie przeciwlękowe olejku z lawendy, krążą opowieści o działaniu na przykład olejku cynamonowego i szałwiowego na proces nauki i zdawania egzaminów.

Olejek anyżowy jest podejrzany o wywoływanie pozytywnego stosunku do osoby stosującej taki olejek lub anyż w pożywieniu. Na przykład zabiegany i burkliwy lekarz nagle staje się milszy dla pacjenta, co może poprawić skuteczność terapii z powodów czysto psychicznych, zwanych „placebo”. W zasadzie nie bardzo wiadomo, jak to działa, prawdopodobne olejek ze spożytego anyżu jest wydzielany przez skórę, co daje przyjemniejszy zapach ciała wyczuwalny może na poziomie bardziej emocjonalnej, niż obiektywnie zapachowej. W końcu ludzie węchowcami raczej nie są, a przynajmniej zdecydowana większość ludzi posługuje się węchem w bardzo ograniczonym zakresie.

Poprawa nastroju i wywołanie nadziei na osiągalną lepszą przyszłość jest bardzo ważnym elementem skutecznej terapii.

Czy jest sens stosować wyłącznie same olejki? Czasem trzeba, ale to też wymaga zaufania do producenta, że zrobił nie tylko perfum czy wkład do nawilżacza powietrza, ale, że produkt nie zawiera szkodliwej chemii. O co tu chodzi z tą chemią? Olejki eteryczne w większości uzyskuje się przez destylację surowca z parą wodną. Czasem wystarczy tłoczenie, jak na przykład olejki ze skórek cytrusów. Jednak większość wymaga destylacji. Na wylocie chłodnicy zbiera się destylat, który składa się z olejku eterycznego i wody. Niestety, większa część olejku jest w postaci emulsji wodnej – hydrolatu. Hydrolat można oczywiście używać do wielu pożytecznych celów, ale nie można go sprzedać jako olejek. Aby zwiększyć uzysk olejku, producenci stosują różne metody, często chemiczne, by olejek z emulsji skondensować i go oddzielić. Skutek może być taki, że olejek ma domieszki, które go wykluczą na przykład z podawania doustnego, jako zamiennika antybiotyków. Istnieją producenci, którzy stosują metody fizyczne do kondensacji olejków, na przykład wymrażanie, jednak zwykle uzyskany produkt jest droższy. A w końcu i tak trzeba komuś zaufać – może producentowi, może reklamie, może sprzedawcy. Oczywiście, można destylować olejki samodzielnie, co jest zupełnie legalne w Polsce.

Inna mieszanka, dla osoby wątłej, nerwowej, bez apetytu:

  • Nasiona babki szerokolistnej 10g
  • nasiona pokrzywy 10
  • ziele poziomki 30
  • ziele rozchodnika karpackiego lub wielkiego 20
  • ziele szczodraka 40
  • korzenie szczodraka 20
  • nasiona cytryńca chińskiego 10
  • kłącza różeńca 20
  • ziele dziurawca 40
  • korzeń arcydzięgla 20
  • korzeń selera 20
  • ziele bylicy pospolitej 20
  • ziele estragonu 20
  • ziele piołunu 10
  • owoce dzikiej róży 50
  • liście malin 40
  • ziele rdestu ptasiego 30
  • pędy bluszczu pospolitego 10

Przygotowanie: 2-3 łyżki mieszanki zalać litrem chłodnej wody i zostawić tak na przynajmniej godzinę, potem zagotować, pogotować 5-10 minut i wlać z fusami do termosu. Tak zostawić na noc. To będzie dawka na cały następny dzień, rano szklanka, a reszta do wypicia łykami na zasadzie „im częściej, tym lepiej”, nawet i 6-7 porcji.

Warto zwrócić uwagę na zastosowanie pędów bluszczu w mieszance – tutaj on będzie zastosowany jako jeden z adaptogenów. Ogółem tutaj zastosowano razem kilka różnych klasycznych surowców adaptogennych. Poza tym mamy trzy różne bylice: pospolitą, piołun i estragon. Bylice działają bardzo różnokierunkowo, ale skutek najczęściej jest taki, że równoważą układ hormonalny i go pobudzają. Dokładnie nie wiadomo jak to się dzieje, ale działa.

Warto stosować razem podobnie działające zioła, bo dzięki temu mamy skuteczniejsze działanie mieszanki. To jak różnica w strzelaniu pojedynczymi nabojami czy serią: jakie jest większe prawdopodobieństwo trafienia w cel?

A to mieszanka z książki „Fitoterapia detoksykacyjna” dla regeneracji naczyń włosowatych:

  • kwiaty wiązówki 30g
  • ziele uczepu 20
  • pąki kwiatów perełkowca japońskiego (lub kwiaty gryki) 10
  • kwiaty głogu 20
  • owoce głogu 30
  • owoce dzikiej róży 40
  • owoce aronii 20
  • owoce czarnej porzeczki 30
  • skórka mandarynki 20
  • liście czarnej porzeczki 10
  • ziele dziurawca 10
  • kwiaty krwawnika 20
  • liście pokrzywy 20

2-3 łyżki zalać litrem wrzącej wody, pogrzać w łaźni wodnej około 15 minut, wlać z fusami do termosu na noc. Wypić w ciągu następnej doby.

Zastosowanie: przy krwawych wybroczynach, zatruciach naczyń włosowatych, angiopatiach, w tym cukrzycowych.

Mieszanka ustabilizuje błony i ułatwi regenerację naczyń włosowatych, czyli poprawi ukrwienie wszystkich organów. Przy okazji delikatnie wyreguluje krzepliwość krwi, by krzepła w kontakcie z powietrzem, w razie zranienia, ale by nie tworzyły się skrzepy wewnątrz naczyń krwionośnych. Głóg przy okazji poprawi pracę serca. To jest przykład do rozważenia i zastosowania – składniki są w miarę dostępne, herbata jest smaczna, można pić do oporu i jeszcze trochę.

W przypadku zakażenia „naszym” koronawirusem, źródłem wielu późniejszych powikłań są problemy wywołane nadmierną krzepliwością krwi i stanem zapalnym naczyń włosowatych, co później powodować może martwicę różnych tkanek. Tutaj mamy świetną mieszankę, która ma prawo przyhamować ten proces.

Sprawą dyskusyjną jest, czy stan zapalny naczyń włosowatych jest przyczyną nadmiernej krzepliwości krwi, czy na odwrót. Krew krzepnie w kontakcie z powietrzem i powstaje strup – to wie każdy. Wewnątrz naczyń krwionośnych krew może zacząć krzepnąć, jeśli krew zbyt wolno płynie, na przykład w żylakach lub, jeśli krwinki dotrą do uszkodzonego z różnych powodów naczynia krwionośnego.

Cukrzyca, to nie tylko problem z poziomem glukozy we krwi, który można zmierzyć, ale mało kto wie, co to może spowodować. Wysoki poziom glukozy we krwi powoduje zaburzenia w budowie błon naczyń krwionośnych, w tym i włosowatych. Ścianki naczyń stają się kruche i łatwo pękają. W uszkodzonych naczyniach tworzą się skrzepy, krew nie dociera tam, gdzie powinna i może się pojawić martwica, szczególnie na stopach. Stąd jest pojęcie „stopy cukrzycowej” a skutkiem może być gangrena i amputacja. Możliwe, że nałożenie się już istniejących problemów naczyniowych u cukrzyków ze skutkami zakażenia koronawirusem powoduje u nich zwiększoną śmiertelność.

Wniosek: taka lub podobna mieszanka będzie lekiem dla cukrzyków lub osób zagrożonych „naszym” koronawirusem, a dla reszty pijących będzie zdrową i smaczną herbatą.

Do kompletu należy pamiętać o aktywności fizycznej, najlepiej na świeżym powietrzu i o hartowaniu.

Tu się muszę przyznać, że jestem okazjonalną morsicą, ale chyba starej daty. Jak widzę ludzi w czapkach i rękawicach stojących nieruchomo w wodzie z odniesionymi rękami, żeby nie zamoczyć rękawiczek, to nie mogę wyjść z osłupienia. Ja po to wchodzę do wody, by popływać, niech to będzie tylko 2 ruchy żabką, jeśli jest obiektywnie zimno, ale w wodzie się ruszam, a nie sterczę bez sensu. Kolejna sprawa, to czapka – moim zdaniem, to też bezsens w wodzie. Każdy wie, że ciemiączko jest wrażliwym elementem czaszki. Książka polskiego lekarza Jana Żniniewicza o leczeniu wodą „Hartowanie ciała i leczenie wodą w oświetleniu fizyologii człowieka”, jeszcze z roku 1913 wskazuje, że w procesie hartowania ważne jest właśnie hartowanie ciemiączka, czyli na przykład przynajmniej zmoczenia go zimną wodą, do której się wchodzi. Skrótowo o metodzie napisał Wacław Korabiewicz w książeczce „Cuda bez cudu”. Kopię wspomnianej książki Jana Żniniewicza można sobie zaciągnąć ze strony Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej, ale czytanie jej to jest doskonały środek nasenny, szczególnie, jak ma się wersję papierową w łóżku. Przynajmniej dla mnie.

Wracając do morsów w czapkach: ja ich nie rozumiem, ale w końcu ja nie muszę rozumieć wszystkiego 😉 .

Niestety, z opowiadań rodzinnych wynika, że ostre morsowanie i hartowanie wcale nie chroni przed ciężkim przejściem zakażenia koronawirusem. Rozsądek trzeba zachować i jednak nie nadwyrężać swojego układu odpornościowego ponad miarę, by miał dość siły, by się zająć włażącym patogenem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: